Nie kochaj moc­no, bo przyj­dzie niena­wiść, nie niena­widź moc­no, bo przyj­dzie miłość.

piątek, 2 września 2016

One Shot: Gwiazdy + Liebster Blog Awards i 10 zdjęć


Na początek parę słów ode mnie. Przepraszam za długą nieobecność, ale tak szczerze po pierwsze mi się nie chciało, a po drugie nie miałam pomysłu. Wiem, że jestem najgorszą bloggerką świata :) Pomysł na tego one shota przyszedł mi do głowy w nocy 31 sierpnia, kiedy postanowiłam wyjść pooglądać niebo w akcie żałoby nad kończącymi się wakacjami, jednak napisałam ją po rozpoczęciu roku szkolnego, kiedy byłam załamana i przelałam to trochę na worda. No, tak jeszcze wspomnę, że z założenia miała wyjść miniaturka, ale tak mi się podoba końcówka (skromność ehę), że uznałam, iż przedłużenie byłoby sztuczne i zwyczajnie nie zbyt ciekawe. A, i na końcu odpowiadam na pytania do Liebster Blog Awards i 10 zdjęć, do których nominowała mnie kochana Arcanum Felis. Dziękuję bardzo a was zapraszam do czytania! :)


Od zawsze lubiła tu przychodzić. Gwiazdy zawsze ją uspokajały. Przypominały o nocach spędzonych z tatą, kiedy miała może cztery lata. Wychodzili na balkon, rozkładali koce i kładli się, oglądając gwiazdozbiory. Była tym bardzo zafascynowana, a on odpowiadał na każde jej pytanie i dzielił się z nią całą swoją wiedzą na ten temat. Teraz, po wojnie, o wiele częściej odwiedzała Wieżę Astronomiczną. Było jej ciężko, kiedy wspominała poległych, ale to miejsce było jej ukojeniem. Siódmy rok był dla Hermiony bardzo trudny. Rany po wojnie nie do końca się zabliźniły, a na dodatek jej przyjaciele postanowili nie wracać do szkoły. Ale nie załamała się. Jest silną osobą. Musi być.
Ta listopadowa noc była wyjątkowa. Mroźna, lecz niesamowicie piękna. Leżała na plecach, podziwiając dokładnie każdą gwiazdę, ale myślami była bardzo daleko. Tym razem jej wspomnienia sięgały lat spędzonych w tej cudownej magicznej szkole. Analizowała każdy rok, przypominając sobie najważniejsze momenty. Kiedy rozmyślała o piątym roczniku, usłyszała ciche kroki i skrzypnięcie otwieranych drzwi. Nie podniosła nawet głowy, zbyt przejęta wspomnieniami. Bodźce z zewnątrz doskonale do niej dochodziły, jednak szczerze mówiąc mało ją interesowały. Po chwili uchyliła powieki, aby przyjrzeć się intruzowi. O mało nie zadławiła się własną śliną, gdy zobaczyła Dracona Malfoya, kładącego się trzy metry od niej, jednak nie dała tego po sobie poznać. Ślizgon leżał w takiej samej pozycji jak ona i patrzył w niebo. Jednak nie odezwał się ani słowem. Postanowiła, że ona pierwsza nie zacznie rozmowy, w końcu to on przeszedł tu po niej. O dziwo, obecność Malfoya w ogóle jej nie przeszkadzała. Nawet pasowała jej ta cisza i świadomość tego, że ktoś jest obok. Wróciła do swoich poprzednich myśli, a do jej oczu napłynęły łzy na wspomnienie Syriusza.


W Listopadzie przychodził co tydzień. Dalej się nie odzywali, ale było dobrze.


W Grudniu przychodził co pięć dni. Nie rozmawiali ze sobą i nie byli świadomi tego, że powoli przywiązują się do siebie.


W Styczniu przychodził co trzy dni i kładł się metr bliżej.


Jednak to Luty okazał się być przełomowy. Położył się tuż obok niej. Czuła się nieswojo, do czasu gdy nie dotarł do niej zapach jego perfum. O tak, miał śliczne perfumy. Wzdrygnęła się, kiedy usłyszała jego zachrypnięty od milczenia głos:
– Kiedy byłem mały miałem przyjaciela o imieniu Ren. Był inny od wszystkich. Nie siedzieliśmy przy rodzicach i nie słuchaliśmy ich planów na zarobienie pieniędzy, tak jak inne dzieci arystokracji. Codziennie bawiliśmy się w lesie, gdzie mieliśmy bazę zbudowaną z liści i gałęzi. Wspinaliśmy się na drzewa i chodziliśmy do sadu sąsiada kraść jabłka. Najdziwniejsze jednak było to, że nigdy nie powiedzieliśmy do siebie nawet jednego słowa. Ale to chyba było w tym wszystkim najlepsze. Podobno słowa są przyczyną sporów. Chyba jest w tym sporo prawdy. To był mój pierwszy przyjaciel, przy którym byłem sobą. Pierwszy i ostatni. Kiedy dostałem list z Hogwartu, ucieszyłem się, że będziemy mogli się razem uczyć. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że Ren jest Mugolem. Nie byłem na niego zły, bo przekonałem się, że pomimo swojego pochodzenia dogaduję… w sumie lepiej czułem się w jego towarzystwie niż w otoczeniu czarodziejów. Odliczałem dni do wakacji, aby móc wreszcie się z nim spotkać i chociaż przez chwilę nie być arystokratycznym dupkiem. – Uśmiechnął się sam do siebie. Hermiona widziała to doskonale, ponieważ skierowała głowę w jego stronę i miała idealny widok na jego lewy profil. Jego oczy zaszły mgłą, tak jakby kompletnie zatopił się we wspomnieniach i odciął od rzeczywistości. Może i tak było. – Ale kiedy wróciłem, jego już nie było. – Uśmiech momentalnie zniknął z jego ust. Zmarszczył brwi i opowiadał dalej. – Szukałem go w naszej bazie, lecz zastałem tylko parę gałęzi, które były szczątkami naszej konstrukcji. Byłem zrozpaczony, wróciłem do Malfoy Manor i opowiedziałem wszystko matce. Wiesz, co się okazało? Kiedy mój ojciec dowiedział się, że zadaję się z Mugolem, zagroził rodzinie Rena, że jeśli natychmiast się nie wyprowadzą, a chłopiec nie zerwie ze mną kontaktu, zabije ich wszystkich. Kiedy to usłyszałem, wpadłem w szał i zdemolowałem pół salonu. Za karę zamknęli mnie na strychu. Wtedy zorientowałem się, że gwiazdy przynoszą mi ukojenie. Znajdowałem w nich odpowiedzi na dręczące mnie pytania, albo po prostu sobie to wmawiałem. Nie wiem. I tak, od tamtej pory, codziennie podczas wakacji wychodziłem na strych, oglądając nocne niebo przez okna dachowe. Czasem udało mi się wymknąć do ogrodu, co dodawało tej czynności jeszcze więcej magii i uroku. W Hogwarcie przychodziłem tu kiedy miałem za dużo myśli w głowie. Układałem sobie wszystko powoli i wychodziłem szybko w obawie, że ktoś mnie zobaczy. Tak było do szóstego roku. Doskonale wiesz co się wtedy działo, bo byłaś na rozprawie. Miałem uraz do tego miejsca, ponieważ to tu miałem zabić Dumbledore’a. Ale przełamałem się i jestem. Swoją drogą dziwi mnie fakt, że nie przeszkadza ci moja obecność. Ewentualnie tak dobrze udajesz. Granger, myślę, że dla ciebie gwiazdy są tym samym co dla mnie — bratnimi duszami. – Przerwał na moment i odwrócił głowę w jej stronę. – Przepraszam – wyszeptał, patrząc jej w oczy.
I wyszedł. Po prostu wstał i wyszedł. Szok na twarzy Hermiony malował się jeszcze długo po tym, gdy została sama. Za co ją przepraszał? Za wszystkie lata wyzwisk, a może za otworzenie się przed nią? Draco Malfoy chyba już na zawsze pozostanie jedną wielką zagadką.

A w Marcu już nie przychodził.

Liebster Blog Awards

Bez zbędnego przedłużania już zaczynam. Jeszcze tylko szybko podziękuję Arcanum Felis, ale raz już to zrobiłam więc cii.

  1. Co rozśmiesza cię do łez?
Szczerze to mam jedyną taką koleżankę, z którą kiedy się zobaczymy, od razu wybuchamy śmiechem. Ale pytanie było CO nie KTO, więc chyba dobre ff albo kabarety (kocham wystawiać kabarety bardzo).

2. Jaka jest twoja ulubiona pora roku i dlaczego?
Jeszcze niedawno powiedziałabym, że wszystkie, ale teraz doskonale wiem, że jest to JESIEŃ. Kocham deszcz, mgłę, burzę, a jeżeli do tego jest szaro i chłodno czuję się jak w niebie. Dla mnie określenie “ładna pogoda” oznacza typowo jesienną pogodę. Większość podczas takich dni (że deszcz i w ogóle) siedzi w domu pod kocykiem i mają takie ‘zamulenie’. Ja wtedy tryskam energią i mam ochotę działać, działać, DZIAŁAĆ!

3. Jaki smak najlepiej współgra z Twoim charakterem?
Zdecydowanie pikantny, często jestem wybuchowa i nie potrafię utrzymać emocji na wodzy, chociaż wychodzi mi to ostatnio coraz lepiej. Prócz tego, po prostu uwielbiam pikantnie doprawione dania.

4. Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
Bez powietrza! He he. A tak poważnie, to serio tlen jest potrzebny. Dobra koniec. Nie wyobrażam sobie życia bez mojej rodziny, telefonu i jedzenia.

5. Wyobraź sobie, że jesteś uczennicą pierwszego roku w Hogwarcie i czekasz na Ceremonię Przydziału. Do którego domu chciałabyś trafić i dlaczeczego?
Co to za pytanie, przecież ja jestem już uczennicą Hogwartu całe 5 lat! Ale dobra, marzy mi się Slytherin, ponieważ ludzie tam są ambitni i dążą do swojego celu, więc ja od razu odpadam. Jak ja żałuję, że nie mam takich cech...Ale raczej trafiłabym do Gryffindoru, bo tak.

6. Jak odreagowujesz kryzysowe sytuacje?
Powiedziałabym, że oglądam gwiazdy, ale zawsze po 15 minutach kończę, bo komary pragną mojej krwi i denerwuję się jeszcze bardziej. Przeważnie leżę i rozmyślam nad sensem egzystencji.

7. Masz jakąś fobię?
Mała Ja powiedziałaby, że na śmierć boi się pająków, ale niczego innego. Teraz boję się wielu rzeczy, ale nie takich przyziemnych. Boję się śmierci i samotności, ale nie takiej samotności, że nie ma do kogo otworzyć buzi czy brak przyjaciół. Boję się, że kiedyś zostanę kompletnie sama i nikt mi nie pomoże.
8. Z którym aktorem/aktorką z Harry’ego Pottera chciałabyś się spotkać?
Zdecydowanie byłby to Tom i Dan. Tom wydaje mi się naprawdę świetnym człowiekiem (po tym jak przejrzałam całego jego instagrama i wysłuchałam tysiąca opinii na jego temat), zabawnym, wyluzowanym i takim pogodzonym z naturą (wiem, że to głupio brzmi, ale odwiedzcie jego instagrama, serio). A Dan, o jezu. Oglądałam miliard śmiesznych filmików z nim, na których płaczę ze śmiechy za każdym razem kiedy je oglądam!

9. Draco Malfoy vs Ron Weasley?
Kocham obu.

10. Jakie jest Twoje ulubione zaklęcie z Harry’ego Pottera?
Accio, bo moje lenistwo skoczyłoby na wyższy poziom.

11. Za co cenisz swoich czytelników?
Nie mam czytelników.

10 zdjęć
Zasady:
  1. Napisać w ciągu dwóch tygodni
  2. Wrzucić 10 zdjęć z telefonu lub  komputera.
  3. Wymienić minimum 3 ulubionych autorów książek



1. Tak to ja. Kocham to zdjęcie.

2. Autorką tego cudownego obrazka jest Up The Hill, korzystałyśmy z jej twórczości przy nowym szablonie na Stowarzyszeniu Dramione :)

3. Kocham.

4. To też jestem ja :)))

5. I to.

6. I to.


7. :))))

8. <3

9.

10.


Ulubieni autorzy to King, Sara Shepard i Meg Rossof.

Do żadnego tagu nie nominuję nikogo, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie mam kogo, dziękuję.

No i to by było tyle na dzisiaj i pewnie długo. Dajcie znać w komentarzach czy się wam podobało. To papa
Ja













niedziela, 1 maja 2016

Miniaturka: "Numb"

      Święta Bożego Narodzenia-podobno najszczęśliwszy czas w roku. Okazuję się jednak, że nie dla wszystkich. Znacie może to powiedzenie "Czas nie leczy ran. On jedynie przyzwyczaja do bólu"? Ta myśl będzie chyba adekwatna co do naszej głównej bohaterki. Gdyby ktoś z zewnątrz spojrzał na tą drobną dziewczynę uznałby, że pozornie pogodziła się z okrutnym losem. Jednak, gdy mowa tu o przyjaciołach sprawa wygląda zupełnie inaczej. Najgorsze było jednak udawanie szczęśliwej codzienności. Każdy wiedział. Każdy oszukiwał. Nawet ona, samą siebie.
      Dwudziestojednoletnia Hermiona Granger krzątała się niespokojnie po kuchni, co chwilę coś mieszając i szepcząc pod nosem przepisy. Już jutro miała się odbyć wigilijna kolacja, która na jej nieszczęście, w tym roku organizowana była w jej mieszkaniu. To nie tak, że nie lubiła spędzać świąt z przyjaciółmi, z przygotowaniami było bardzo dużo kłopotów. Posprzątać i udekorować mieszkanie, ugotować dwanaście potraw i wymyślić coroczną, świąteczną atrakcję. To ostatnie, to pomysł Ginny, który zapoczątkowała rok temu, kiedy to święta przypadały u nich. U nich, znaczy u niej i Harry'ego. Rok temu pobrali się. Hermiona naprawdę cieszyła się z takiego obrotu spraw. Zawsze uważała, że do siebie pasują i wiernie im kibicowała. Para zamieszkała przy Grimmuald Place 12, gdyż nie chcieli decydować się jeszcze na domek. Wracając do świątecznych atrakcji, w tamtym roku, Ruda zaskoczyła wszystkich. No bo kto by się spodziewał, że tuż po kolacji, niejaka Ginevra Weasley przebierze się za Voldemorta i wyzwie swojego męża na pojedynek przy wszystkich? Chyba najzabawniejszym momentem było odgrywanie przez rudowłosą dziewczynę, scenę śmierci "Sami Wiecie Kogo". Hermiona wtedy ostatni raz szczerze się zaśmiała. Kochała swoich przyjaciół. Tyle razy próbowali ją rozweselić i nawet nie dostrzegając żadnych efektów, nie poddawali się. Widząc jej zachowanie, przystali również na niemą propozycję ''udawania, że wszystko jest dobrze''. Wiedziała, że krzywdzi ich swoim zachowaniem, ale nawet gdyby bardzo tego chciała, nie potrafiła zachowywać się inaczej. Jej życiem zawładnęła melancholia, wieczory zamieniły się w zalane łzami miejsca spotkań ze wspomnieniami, a poranki coraz częściej witane były przez eliksir na uspokojenie. Jej rozmyślania przerwało ciche pikanie piekarnika, które oznaczało, że jeżeli w tym momencie nie wyjmie blachy z ciastem, jutro wieczorem będzie zmuszona częstować gości cukierkami. Założyła rękawice kuchenne i ostrożnie postawiła swój wypiek na blat. Po domu rozlał się przyjemny, słodki zapach jabłecznika z nutką spalenizny. Nic nie jest idealne. Kasztanowłosa spojrzała na kuchnię zadowolona. Miała już przygotowane ciasto i pieczeń. Resztę dań przygotuje jutro z pomocą skrzatów. Jeszcze dziś wybierze się na Pokątną na świąteczne zakupy, oraz zapakuje podarunki dla swoich przyjaciół. O ile się wyrobi. Była na siebie zła, że odłożyła to na ostatnią chwilę. Niech Merlin jej dopomoże w znalezieniu dwunastu prezentów w jedno popołudnie.
      Kiedy znalazła się już na magicznej uliczce, postanowiła, że zacznie od prezentu dla rodziców. Co prawda, nie będą widzieli się w tym roku, ponieważ ci wyjeżdżają do rodziny w Szkocji. Wyśle im prezenty sową. Jako, że uwielbienie do książek odziedziczyła po mamie, pierwsze co ruszyła w stronę Esów i Floresów. Udała się na dział z historią magii. Chciała, aby rodzice poznali trochę jej świata. Przeglądała wszystkie książki po kolei, aż natknęła się na dwie ciekawe. Dla mamy wybrała "Historię Hogwartu", a dla taty dość ciekawą książkę, którą widziała po raz pierwszy, a mianowicie "Mugolskie zamienniki magicznych przedmiotów". Wydawała się interesująca, chociaż chyba pomyliła działy. Zapłaciła za zakupy, odesłała prezenty do mieszkania i ruszyła na łowy kolejnych podarunków. Dwie godziny później, miała już kupione upominki dla Rona i Seamusa oraz ich narzeczonych-bliźniaczek Patil, Luny oraz Nevilla. Teraz skierowała się na markowy sprzęt do quidditcha, po coś dla Harry'ego i opcjonalnie Ginny. Wyszła ze sklepu niezmiernie zadowolona. Wybrańcowi, jak co roku, kupiła zestaw do czyszczenia miotły (taka tradycja), co prawda Rudej nic nie wybrała, ale odesłała do mieszkania nowiutki strój do gry dla Blaise'a. Po dwa ostatnie prezenty wybrała się do sklepu z magiczną biżuterią. Spędziła tam dobre dwadzieścia minut, zanim zdecydowała się na zestaw trzech wisiorków, które razem tworzyły napis "Dauntless". Miała nadzieję, że spodobają się one Pansy i Ginny. Po Wielkiej Bitwie o Hogwart zawsze były trzy. Trzy nierozłączne. Trzy wspierające. Trzy nieustraszone.
Wróciła do domu około godziny 22.30 i pierwsze co to rzuciła się na kanapę. Była wyczerpana. Pięć godzin łaziła w poszukiwaniu prezentów, a na koniec Ginny zadzwoniła, z ofertą spotkania. Nie chciała jej odmawiać więc poszła. Ruda oferowała swoją pomoc, jednak Hermiona chciał sama wszystko przygotować na jutro. Przynajmniej ma już podarunki. Spojrzała na stertę różnych przedmiotów stojących w rogu i uświadomiła sobie, że musi je jeszcze zapakować. Tego dnia nie miała już na nic siły, najwyżej jutro trochę wcześniej wstanie. Wykąpała się, przebrała w piżamę i usiadła w fotelu z lampką wina. Spojrzała na ogień tlący się w kominku i już wiedziała. Kolejna dawka wspomnień nadchodzi.
"Szła spokojnie jednym z hogwarckich korytarzy, po szyję obładowana w książki. Widok na drogę miała niezbyt dobry, dzięki "Podręcznikowi do Eliksirów: dla zaawansowanych". Rozmyślała właśnie o tym, jak pójdą jej Owutemy. Dużo się uczyła i miała nadzieję na zdanie ich jak najlepiej. Trochę żałowała, że Harry i Ron nie zdecydowali się na dokończenie edukacji. Nie było już tych wspólnych wieczorów przed kominkiem, tylko we trójkę. Nie było z kim się śmiać. Nie było nikogo opierniczać, za nieodrobiony esej. Ani nikogo komu można by było ten esej napisać. Chociaż, nie. Chętnych było dużo. Czasami zastanawiała się czy niektórzy nie są z nią tylko dlatego, że się dobrze uczy. Może nie powinn...
- AUĆ! - krzyknęła, kiedy poczuła na swoich pośladkach twardą posadzkę. Wszystkie książki leżały teraz porozwalane dookoła niej, jednak nie tym się  przejmowała. Chodziło bardziej o to, co stało nad nią. A raczej KTO. I to, że ten KTOŚ, wyglądał jakby zaraz miał się udusić ze śmiechu.
- Granger...ty...ty...pokrako! -wydukał pomiędzy salwami śmiechu sam Draco Malfoy. Hermiona tylko przewróciła oczami. Po upadku Voldemorta ten nieznośny chłopak zrobił się wyjątkowo...miły? NIE! Co najwyżej znośny. Przynajmniej nie był już taki chamski i nie puszył się jak paw.
- Nie upadłabym, gdybyś uważał jak chodzisz-mruknęła i zabrała się za zbieranie wypożyczonych ksiąg.
- JA?! To ty na mnie wpadłaś! Z resztą, jak mogłaś nie wpaść skoro nic nie widziałaś przez to -wskazał na trzy grube tomiska, które leżały otwarte na losowych stronach.
- Muszę się uczyć, już niedługo Owutemy, a ja tak mało ćwiczyłam - pokiwała głową na znak swojego roztargnienia.
- Tak, a ja jestem Wróżką Zębuszką - zamachał rękami na wzór skrzydeł i, o dziwo, zaczął pomagać dziewczynie z ogarnięciem całego bałaganu.
- Co ty robisz? - spytała zszokowana Hermiona.
- Pomagam ci, nie widać? I zamknij buzię, bo ci mucha wleci - po czym podniósł jej opadniętą szczękę.
Kiedy pozbierali wszystkie książki, ku jeszcze większemu zaskoczeniu dziewczyny wziął je od niej i odniósł do jej dormitorium."
Pomyśleć, że od tego wszystko się zaczęło. Jedna łza spłynęła po jej policzku. Upiła łyk wina.
"- Zamknij oczy.
- Ale Draco...
- Po prostu zamknij.
- Ale...
- Ufasz mi?
Przez chwilę się zawahała.
- Tak.
- Więc zamknij. Obiecuję, że nic ci się nie stanie- uśmiechnął się tak rozbrajająco, że już się nie opierała, tylko posłusznie wykonała jego polecenie. Poczuła jak wiatr muska jej odsłoniętą skórę, a do jej nozdrzy dotarł zapach świeżo skoszonej trawy. Czy to nie cudowne, że kiedy jeden zmysł zostaje uśpiony, inne się wyostrzają? Chłopak złapał ją za rękę i zaczął po woli gdzieś prowadzić. Nie opierała się, jednak ostrożnie i powoli stawiała każdy kolejny krok. Po około pięciu minutach Draco puścił jej rękę, na co automatycznie się spięła. Po chwili poczuła jego ciało za sobą i uspokoiła się. Blondyn zakrył jej oczy dłońmi, aby mieć pewność, że otworzy je w odpowiednim momencie. Przybliżył się do niej jeszcze bliżej, a ona poczuła jego ciepły oddech na swojej szyi. Stali tak jeszcze chwilkę, aż w końcu Draco odsłonił dziewczynie oczy i szepnął:
- Wszystkiego najlepszego, Granger.
Hermiona otworzyła oczy, a przed nią ukazał się widok, który zapierał dech w piersiach. Stała właśnie nad urwiskiem, jednak dzięki chłopakowi za nią, czuła się bezpiecznie. Kiedy patrzyła w lewo widziała pokaźne pasmo górskie z dolinami, w których płynęły rzeki tak długie, że przechodziły na środkową część zasięgu jej wzroku. Tak, to była zdecydowanie jej ulubiona część. Dziesiątki dopływów, które w końcu, po prawej stronie znajdowały swoje ujścia w ogromnym zbiorniku wodnym.
- Tu jest...pięknie-tylko tyle była zdolna powiedzieć. Po czymś takim trudno było szybko się otrząsnąć.
- Wiem - odpowiedział krótko i chociaż stała do niego tyłem wyczuła, że na twarz wkradł mu się ten słynny, cwaniacki uśmieszek. Po chwili Hermiona odwróciła się w jego stronę, spojrzała w oczy i rzuciła w ramiona. Rzuciła tyle na ile pozwalała jej niewielka odległość pomiędzy nimi.
- Dziękuję. To najpiękniejsze miejsce jakie kiedykolwiek widziałam - wyszeptała, a w oczach zaczęły jej się zbierać łzy.
- Nie ma sprawy. Może usiądziemy? -  zaproponował i wskazał na jedyną tutaj ławkę. Dziewczyna skinęła głową, złapała go za rękę i ruszyła w kierunku siedzenia. Kiedy usiedli, Draco przywołał dwie szklanki soku z dyni, po czym podał jedną szatynce.
- Dawno znalazłeś to miejsce? - zagadnęła.
- Stosunkowo niedawno. Jakieś dwa tygodnie temu- odpowiedział i wzruszył ramionami.
- Pięknie tu.
- Granger, powtarzasz się.
- To dlatego, że cały czas nie mogę się nadziwić ile świat magii ma jeszcze przede mną tajemnic-wyznała szczerze. Chłopak przyjrzał się jej z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Chciałabyś je kiedyś odkryć? - zapytał zaciekawiony, jednak w jego oczach tańczyły małe iskierki rozbawienia, spowodowane wyznaniem dziewczyny.
- Chciałabym, ale na ile to się uda, tego nie wiem.
- Pomogę ci.
- Co?
- Jak skończymy Hogwart. Odkryję dla ciebie tyle tajemnic, ile będziesz chciała - zadeklarował i uśmiechnął się.
- To się nie uda - pokręciła przecząco głową.
- Wszystko jest możliwe, Granger. Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile ja mogę. Jestem nieprzewidywalny-powiedział i uśmiechnął się tajemniczo.
- Ah tak? Więc czym mnie pan jeszcze zaskoczy, panie Malfoy? - odpowiedziała z rozbawieniem.
Draco prychnął pod nosem i ku zaskoczeniu Gryfonki wstał z miejsca i sięgnął do kieszeni spodni. Wyciągnął z niej małe pudełeczko, a dziewczyna otworzyła szerzej oczy. Szczerze, to myślała, że w końcu utrze mu nosa i mu dogada, a tu proszę. Znowu ją zaskoczył.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Granger- podał jej pudełeczko i ponownie usiadł obok niej wlepiając zaciekawione spojrzenie w jej osobę. Widać, że czekał na jej reakcję. Hermiona popatrzyła niepewnie to na zielone pudełeczko spoczywające na jej dłoni, to na Ślizgona siedzącego obok. W końcu przełamała się i delikatnie otworzyła paczuszkę. Zaniemówiła kiedy zobaczyła jej zawartość. W środku, na białej poduszeczce leżał złoty łańcuszek, z wisiorkiem w kształcie serca. To jednak nie wszystko, ponieważ na środku serduszka wygrawerowane były inicjały kolejno jej, a pod spodem jego.
- To, żebyś o mnie nie zapomniała- dodał zadowolony z siebie, ponieważ kolejny raz ją zaskoczył.
- Jest przepiękny...ale nie mogę go przyjąć. Musiał kosztowa...-jej wywód przerwało głośne westchnięcie Dracona.
- Granger, masz zamiar teraz odstawiać tu teraz całą szopkę? Doskonale wiesz, że jestem arystokratą, a nam raczej pieniędzy nie brakuje, dlatego nie piernicz i go przyjmij- powiedział zdenerwowany. Widząc zawahanie w jej oczach, wyjął łańcuszek z pudełka, odgarnął dziewczynie włosy i zapiął jej go na szyi. Hermiona po raz kolejny dzisiaj mocno go przytuliła.
 - Dziękuję za najlepsze urodziny jakie kiedykolwiek miałam.
Nie kłamała. Wszystkie imprezy urodzinowe to nic w porównaniu do dnia, w którym na dobre zakopała topór wojenny ze swoim dawnym wrogiem. Do dnia, w którym zyskała przyjaciela, o którym nawet nie śniła"
Druga łza potoczyła się po jej policzku. Złapała za wisiorek spoczywający na jej szyi. Nigdy go nie zdejmowała. Zawsze był z nią. Teraz wypiła cały płyn z kieliszka na raz. Dolała sobie wina, bo czuła, że bez tego nie da rady.
"- Granger, zbieraj się bo nie zdążymy na wyjście do Hogsmeade- pieklił się Draco.
- Ale ja muszę się uczyć!
- Ale ja muszę kupić prezenty świąteczne! - przedrzeźniał ją chłopak.- Ruszaj się! Masz pięć minut, inaczej zabiorę cię tam siłą!
- Agrr...idę już idę- warknęła wściekła. Jak on mógł jej przerywać naukę?! Już jutro rozjeżdżają się do domów na święta, a ona właśnie powtarzała bardzo istotny materiał, kiedy to szanownemu Księciu Zarozumiałemu przypomniało się, że nie ma jeszcze prezentów. Jak ona z nim wytrzymywała?!
Narzuciła na siebie płaszczyk i wyszła. Koło Wielkiej Sali spotkała już swojego towarzysza, lecz nie zatrzymała się. Obrażona ruszyła szybko, wymijając rozbawionego Dracona. Ten, ze swoją kondycją dogonił ją w mgnieniu oka i zrównał kroku.
- Chyba nie zamierzasz iść do Hogsmeade w samym płaszczyku? Trochę nam tam zejdzie - stwierdził.
- Nie obchodzi mnie to- warknęła.
- Wracaj do dormitorium po czapkę i szalik, ale już- rozkazał.
- Nie mam najmniejszego zamiaru spełniać twoich poleceń- odpowiedziała zdenerwowana.
- A jednak idziesz ze mną po prezenty - uśmiechnął się szelmowsko, widząc, że dziewczyna kompletnie go zignorowała, zagrodził jej drogę własnym ciałem i spojrzał na nią srogo. Mierzyli się przez chwilę spojrzeniami, kiedy Draco zdjął swój szalik Slytherinu i obwiązał go Gryfonce wokół szyi. Ta oniemiała i gdy chciała już coś odpyskować, chłopak objął ją w tali i ruszył w stronę miasteczka. To dosadnie zatkało Hermionie usta. Po chwili jednak cała złość na Ślizgona minęła. W końcu martwił się o nią, co bardzo ją cieszyło. Spędzili miłe popołudnie śmiejąc się i dobrze bawiąc. Na następny dzień rozjechali się do swoich domów, aby spędzić święta z najbliższymi. Hermiona bardzo mu wtedy współczuła, ponieważ ten dużo opowiadał jej jaka atmosfera panuje u niego w domu. Pomimo upadku Voldemorta Lucjusz nie zmienił swój poglądu ani na świat, ani na status krwi. Podczas świąt trochę ze sobą korespondowali, dali nawet sobie nawzajem prezenty. Dziewczyna podarowała mu wtedy ich wspólne zdjęcie na którym obejmowali się i machali przyjaźnie. Oprawione było w magiczną ramkę, która świeciła na różne kolory, zależne od nastroju osoby, od której się ją dostało (czerwony-złość, zielony-radość, niebieski-smutek, biały-neutralny)..."
- Pewnie teraz cały czas jest niebieska- zaśmiała się gorzko.
"...ona zaś dostała od niego różę. Tak, różę. Stoi w wazonie do dziś. Nie więdnie póki osobie, od której się ja dostało nie przestaje na tobie zależeć"
Teraz już nie hamowała łez. Po jej policzkach płynęły ich strumienie, a ona automatycznie odwróciła wzrok w stronę komody, na której stał szczupły wazon z jedną różą. W jej głowie z prędkością światła zaczęły przewijać się wszystkie wspomnienia związane z NIM. Wszystkie ich spotkania, później randki, walentynki, pierwszy pocałunek, ucieczki na urwisko po ciszy nocnej, zdziwienie wszystkich w Wielkiej Sali, kiedy po raz pierwszy weszli do niej za rękę, kiedy wszystko się wydało i wszyscy wiedzieli. Wypady do Hogsmeade, imprezy, 23 kwietnia...Lucjusz, List...
"Przechadzali się po Hogsmeade w poszukiwaniu dekoracji na imprezę urodzinową dla Blaise'a. Właśnie wracali ze spotkania organizacyjnego, którego prowadzącą była Pansy i to właśnie ona rozdzielała zadania. Im przypadło udekorowanie sali, Harry i Ginny mieli pozapraszać gości, a Neville i Luna mieli zająć się jedzeniem. Właśnie oglądali jakąś wystawę kiedy Hermiona cała się spięła. Draco z początku nic nie rozumiał, lecz gdy dostrzegł sylwetkę jego ojca odbijającą się w witrynie sklepu, już wszystko było jasne. Odwrócił się wściekły, mocniej zaciskając dłoń na talii dziewczyny. Wiedział, ze się bała.
- Kogo ja widzę czy to nie mój syn prowadzający się ze szlamą?-ostatnie słowo prawie wypluł.
- Czego chcesz- syknął młodszy Malfoy. Podobno od ostatnich świąt relacja z jego ojcem jeszcze bardziej się pogorszyła, kiedy ten dowiedział się o ich znajomości. Wściekł się i chciał zakazać mu wracać do szkoły, jednak wtedy, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wtrąciła się Narycyza, która poinformowała Lucjusza, że ich sprzeczki nie mają wpływać na edukację jej syna. Draco wiedział, że matce nie chodzi tylko i wyłącznie o to. Wiedziała, że zależało mu na tej dziewczynie, a ona nie miała nic do statusu krwi.
- Przyszedłem omówić z tobą pewną kwestię- tu posłał Hermionie nienawistne spojrzenie- Na osobności.- Draco popatrzył na dziewczynę. Począł intensywnie nad czymś myśleć, nie chciał, aby słyszała o czym rozmawiają. Tylko niepotrzebnie by się zamartwiała. Po chwili jednak schylił się i szepnął jej do ucha:
- Zaraz wracam, nie odejdziemy daleko. Ty zostań tu i nigdzie nie idź- po czym cmoknął ją szybko w usta. Hermiona była przerażona. Faktycznie nie odeszli daleko, widziała wszystko, niekoniecznie słyszała. Oczy jej się zaszkliły kiedy uświadomiła sobie, że to przez nią chłopak może mieć problemy. Przypatrywała się sylwetkom dwóch mężczyzn, kiedy nagle Draco zaczął żywo gestykulować, a Lucjusz nie pozostawał w tyle. Wtedy obaj mężczyźni w tym samym momencie przenieśli wzrok na nią. Spojrzenie Dracona przepełnione było miłością, troską i zmartwieniem, za to spojrzenie Lucjusza niosło pogardę, nienawiść i obrzydzenie. Później wszystko potoczyło się tak szybko. Wredny uśmiech starszego Malfoy'a, zdezorientowany Draco. Łzy, jeden dotyk, łzy, ciche pyknięcie zwiastujące teleportację i jeszcze więcej łez. Takim sposobem została wtedy sama, w Hogsmeade, zalana łzami, nie wiedząc co się dzieje. Nie wyobrażała sobie co by było gdyby nie Pansy, która akurat wychodziła z Trzech Mioteł jej nie zauważyła. Zabrała ją do dormitorium, owinęła w koc, przyniosła chusteczki i herbatę. Co prawda nie wyjaśniła jej o co chodziło, bo pewnie sama nie wiedziała. Z resztą nie musiała długo czekać. Dwa dni później dowiedziała się wszystkiego"
Rzuciła kieliszkiem w ścianę plamiąc ją tym samym na krwisto-czerwono. Cała roztrzęsiona podbiegła do komody i zaczęła wszystko z niej wyrzucać. Znalazła. Zaczęła go czytać, chociaż znała go na pamięć. Co do słowa. Co do łzy wsiąkniętej w pergamin. Każde słowo listu. Listu, który tak nią wstrząsnął. Listu, w którym zawarte były wyjaśnienia. Listu...pożegnalnego.
"Droga Hermiono,
Piszę do Ciebie ten list i obawiam się, że będzie on już ostatni. Uważam, że należą Ci się wyjaśnienia. Jak wiesz, ojciec nie popiera mojego związku z Tobą. Nie mówiłem Ci, ale już w święta mi się odgrażał. Nie przejąłem się tym, co teraz uważam za błąd. Matkę wysłał do Kanady pod pretekstem leczenia. Wszyscy wiemy, że to kłamstwo. Kiedy przyszedł po mnie do Hogsmeade zagroził, że zabije matkę i Ciebie. Cały czas będę o Tobie pamiętał i nigdy o Tobie nie zapomnę. Nie mogę Cię narażać. Zawsze będę Cię kochał, ale jeśli się kogoś kocha, to trzeba dać mu odejść. Niestety muszę już kończyć. Ojciec nie wie, że piszę. Zabronił mi kontaktowania się z kimkolwiek. Nie wracam do Hogwartu, pracuję teraz w firmie z eliksirami. Biuro mam w Malfoy Manor. Nigdzie nie wychodzę, bo nie mogę. Złóż Blaise'owi życzenia ode mnie.
Tęsknie i kocham,
Draco."
- Ja też tęsknie, Draco. Tęsknie i kocham -wychlipała i zasnęła na dywanie w salonie.

      Obudziło ją delikatne szturchanie w ramię. Powoli uchyliła powieki. Czuła się okropnie. Głowa bolała ją niemiłosiernie, cała była osłabiona i czuła, że ma opuchnięte od płaczu oczy. Podniosła wzrok na skrzatkę, która dalej, niepewnie dźgała ją w rękę. Kiedy zobaczyła, że jej pani się przebudziła, natychmiast przestała i odsunęła się o krok.
- Perełka przeprasza, ale Perełka wraz z innymi skrzatami przygotowały panience śniadanie- powiedziała cicho.
- Dziękuję ci bardzo Perełko, nie trzeba było. Za chwilkę się ogarnę i z chęcią zjem- spróbowała się uśmiechnąć, jednak krzywo jej to wyszło- Perełko? Mogę mieć do Ciebie prośbę?
- Oczywiście, dla panienki wszystko.
- Czy mogłabyś razem z innymi skrzatami zająć się przygotowanie reszty potraw na dzisiejszą kolację? Ja chyba nie dam rady.
- Robi się! -zawołała wesoło Perełka zadowolona, że może zrobić coś dla swojej pani i pobiegła do kuchni.
Hermiona cała obolała podniosła się z dywanu. Jednak niewygodnie się śpi na podłodze -pomyślała. Rzadko kiedy doprowadzała się do stanu takiego jak wczoraj. Tylko kiedy najboleśniejsze wspomnienia wracały. Pochowała wszystko co wczoraj w napadzie rozpaczy powyrzucała z komody i ruszyła do łazienki. Postanowiła, że weźmie uspakajającą kąpiel. W końcu musi pokazać przyjaciołom, że wszystko jest dobrze. Prychnęła. Nic nie jest dobrze i każdy doskonale o tym wie. Nalała do wanny wodę i dodała swój ulubiony, czekoladowy olejek. Wzięła książkę, aby zająć czymś myśli i nie pozwolić wspomnieniom zawładnąć ponownie jej umysłem. Spędziła w wannie dwie godziny, cztery razy dolewając ciepłej wody. Wyszła, wysuszyła ciało, a włosy zostawiła do wyschnięcia. Nakremowała się i ubrała. Kiedy weszła do kuchni czekało tam już na nią jej śniadanie, które jak przypuszczała, skrzaty musiały podgrzewać przynajmniej dwa razy, jednak to nie odebrało mu apetycznego wyglądu. Po zjedzeniu dwóch naleśników z owocami postanowiła wziąć się za pakowanie prezentów. Była już 15, a goście mieli przyjść o 18, więc za dużo czasu nie miała. Po godzinie już gotowe podarunki poukładała pod choinką,dwa z nich odesłała i poszła się wyszykować. Postawiła na czarną, przylegającą sukienkę za kolano. Kreacja była na krótki rękawek i sięgała prawie po szyję. Do tego czarne, klasyczne, ale nie za wysokie szpilki i była ubrana. Wysuszone włosy spięła w niski kok i wypuściła parę pasemek. Makijaż miała dość klasyczny- szare powieki, cienka kreska i delikatne, matowe usta. Paznokcie czarne, bransoletka od rodziców i...łańcuszek od Dracona. Wyjęła go tak, aby był widoczny na kreacji. Przejrzała się w lustrze i przeraziła się. Nie było już tej zawsze uśmiechniętej, opalonej Gryfonki z kudłami jak u pudla. Teraz przed lustrem widział wychudzoną dziewczynę, o mlecznobiałej skórze, opuchniętej od płaczu twarzy i ułożonych włosach. Do tego ubrana na czarno. Wyglądała jakby wybierała się na pogrzeb, swój własny. Jej rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Czas zacząć przedstawienie. Wpuściła wszystkich do środka, po kolei z każdym się witając. Po zjedzeniu kolacji, która była naprawdę wyśmienita cała dziesiątka zasiadła w salonie. Przyszła kolej na atrakcję wieczoru. Hermiona nie była tak oryginalna jak Ginny i postawiła na klasyczne, ale zawsze dobre kalambury. Wszyscy świetnie się bawili, zwłaszcza kiedy Blaise dostał hasło "masło" i zaczął ślizgać się brzuchem po podłodze. Jednak kasztanowłosa wciąż, uparcie wpatrywała się w różę, którą niegdyś dostała właśnie tego dnia. Była wtedy taka szczęśliwa. Niektórzy pewnie zastanawiają się dlaczego nie zapomniała i nie znalazła sobie kogoś innego? Róża wciąż się trzymała. Nie więdła. Przyjaciele rozeszli się do domów około godziny drugiej w nocy. Wręczyli jeszcze sobie prezenty, ale postanowili otworzyć je w domu, ponieważ każdy wykończony był zabawą. No, prócz Hermiony, dlatego kiedy zamknęła drzwi za ostatnimi gośćmi, wzięła się za rozpakowywanie prezentów. Pierwszy był prezent od Harry'ego. Dostała od niego Pana Misia Przytulaka. Niby dziwny prezent, ale dla niej miał duże znaczenie, ponieważ pamiętała, gdy przyjaciel zaproponował jej takiego w piątej klasie, kiedy stresowała się przed SUMami. Ginny podarowała jej przepiękną spinkę do włosów w kolorze wina. Od Parvati dostała książkę "Jak osiągnąć sukces w życiu" a od Padamy "Jak osiągnąć sukces w życiu 2". Seamus podarował jej zestaw wybuchowy z Dowcipów Weasley'ów, a Ron cały kosz słodyczy z dopiskiem, że musi przytyć. Neville wręczył jej nawóz do roślinek magicznych, ponieważ pamiętał jak mu się skarżyła, że cały czas jej usychają. Od Luny dostała coś bardzo oryginalnego. Mianowicie Blond włosa dziewczyna podarowała jej artykuł w "Żongelerze". Ciekawe. Może Hermiona znajdzie powołanie w pisaniu? Od Blaise'a dostała również książkę, tym razem "I ty możesz pokochać Quidditcha", a Pansy podarowała jej śliczną parę butów, które swoją drogą musiały kosztować majątek. Rodzice przysłali jej pieniądze i pierniczki. Była bardzo zadowolona ze swoich prezentów i miała nadzieję, że jej przyjaciołom również podobały się prezenty od niej. Już chciała odejść od choinki, gdy jeszcze jedno pudełko przykuło jej uwagę. Czyżby o kimś zapomniała? Nie. Dała prezent dwunastu osobom, a dostała trzynaście prezentów. Przy stole było dziesięć talerzy a rodzice to ta dwójka. Chwyciła ostrożnie pudełko i przyjrzała mu się. Było zielone, owinięte czarną wstążką. Delikatnie uchyliła wieko, lecz nic nie dostrzegła. Zdjęła je całkowicie, a wtedy do jej uszu dotarł dźwięk piosenki "Numb" autorstwa Linkin Park*. Doskonale znała tą piosenkę i wiedziała o czym jest. W pudełko była tylko jedna, mała karteczka. Chwyciła ją niepewnie i od razu poznała to pochyłe, staranne pismo, w które tak długo wpatrywała się ostatnimi czasy. "Udało się". Koniec. Jedna mała karteczka. Dwa słowa i piękna piosenka. Dostawała od niego wiele prezentów. Naszyjniki, róże, to wszystko było na swój sposób wyjątkowe, jednak ten prezent był zdecydowanie najlepszy. Najmniejszy, najtańszy, ale najwięcej znaczący. Dał jej o wiele więcej niż mogłaby oczekiwać. Dał jej nadzieję. Nadzieję na lepsze jutro. 


*Tak, wiem że piosenka "Numb" wyszła 3 lata później niż dzieje się akcja miniaturki

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Więc no, mam nadzieje, że było w miarę ok.